piątek, 13 listopada 2015

Jak żyć by wyżyć-mini job i inne przydatne informacje z życia wzięte

Jak zapewne wiecie idąc na studia zaczynamy własne życie. Nie koniecznie mówię o studiach a generalnie o tym czasie kiedy kończy się okres ochronny od rodziców i magiczne słowa "Mamo daj mi na to na to/pożycz mi na wieczne oddanie". Pierwszym krokiem do samodzielnej drogi jest znalezienie jakiejś pracy. Z racji tego, że wiadomo jak to jest ze studentem bywa wykorzystywany przez pracodawcę… Wróć tak dzieje się w Polsce. Nie zawsze, ale często. Zresztą nie tylko. Otóż odkąd jestem w Niemczech nawinęło mi się z 30 ofert "mini job". Co to jest. Jest to praca na 20 godzin w ciągu miesiąca z minimalną stawka 500 lub 600 euro. Po rozpoczęciu takiej pracy jesteśmy od razu ubezpieczeni. Czyli w pełni możemy korzystać z opieki zdrowotnej. A nasz pracodawca NIE MOŻE BRAĆ NAS NA OKRES PRÓBNY ZA DARMO! Nie pozwala na to prawo. Plus? Pewnie, że tak. A mając maturę praktycznie każdy "mini job" stoi przed nami otworem. Przy odpowiednim szczęściu można zarobić zawsze więcej. Dlatego polecam parce w knajpie. Niemcy również dają napiwki.
Teraz skoro mamy naświetloną sytuację w związku z pracą czas na życie. Generalnie aby żyć na w miarę wysokim poziomie jeśli idzie o jedzenie na cały miesiąc wystarczy nam od 100 do 150 euro. Jednak zostają kwestie mieszkania, ubrania, kosmetyków i tak dalej. W takim wypadku jako student/osoba nie zarabiająca pełnej pensji przysługuje nam pomoc z uczelni i od państwa. Istnieje również inny sposób, tak zwana "Agentur für arbeit". Jest to instytucja pomagająca znaleźć pracę, mieszkanie i pomoc w utrzymaniu. Jednak co do tego czy warto z niej korzystać radziłabym się zastanowić. Zawsze może pojawić się drobne "ale" i po pomocy. Trzeba spełniać odpowiednie warunki i pomoc z uczelni od razu dyskwalifikuje pomoc od agencji.
Dobrze teraz czas na to co kobiety lubią najbardziej zakupy. Gospodarowanie pieniędzmi na samym początku ma to do siebie, że możemy zachłysnąć się wolnością. I wtedy papa pieniądze na jedzenie, bo musiałam kupić spodnie za 200 euro. Dlatego mam dla was parę przydatnych porad w związku z zakupami. Pierwsze co to na kosmetyki i całą chemie gospodarczą nie wydacie tutaj majątku! Bardzo wysokiej jakości produkty są trzy razy tańsze niż w Polsce. Jeśli idzie o ubrania polecam polować na wyprzedaże sezonowe gdzie produkty można kupić w tak konkurencyjnej cenie, że głowa boli. Trzy podkoszulki za 15 euro. I to z markowego sklepu. Jeśli mamy szczęście i marzą nam się super buty na przykład Guess, idziemy do sklepu na wyprzedaż i być może trafimy na przecenione buty, które są ostatnią parą. Także nie dość, że są w przecenie i ostatnie to na końcu ich cena ze 150 euro wynosi 50. Warto? Warto.
Jednak na początku poleciłabym przy każdym powrocie do Polski w odwiedziny u rodziny kupić coś sobie. Albo iść do fryzjera czy kosmetyczki. Na samym początku naszej przygody te ceny właśnie najbardziej bolą nas po kieszeni.
Cóż mój post jest ekstremalnie długi. Jednak mam nadzieje, że trochę wam pomoże w organizacji życia. No i będziecie mniej więcej wiedzieć co i jak. Szczerze swoje pieniądze zarobione inaczej się traktuje niż kieszonkowe od rodziców. Zawsze zastanawiam się czy to mi jest potrzebne teraz. Czy czekam na wyprzedaż. Liczę, że nie zanudziłam!




Wszystkie zdjęcia wykonałam iPhone 6


 
 

4 komentarze:

  1. Bardzo mądrze piszesz i cieszę się, że mogę się tu tyle dowiedzieć jak wygląda sytuacja za zachodnią granicą. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje bardzo :) staram się przekazać to jak tu jest a o czym się zbytnio nie mówi. No i chce jakoś pokazać, że wyjazd na studia czy po porostu by zamieszkać za granicą nie jest taki straszny jak go malują. Zresztą chce też podzielić się trochę wszystkim co tu jest inne niż u nas. I moim zdaniem mimo, iż Niemcy są trochę chłodni to tu w Bawarii są to naprawdę bardzo mili ludzie. Każdy bawi się ze sobą, pomaga sobie. Poza tym sama Bawaria nie jest popularnym kierunkiem turystycznym, dlatego dobrze jest też pokazać wszystko co warte uwagi :)

      Usuń
  2. Uwielbiam Twoje wpisy. Tak fajnie i lekko piszesz i wcale nas nie zanudziłaś ;) Miło się czyta o życiu w Niemczech bo mam wrażenie, że naprawdę świetnie się tam czujesz i bez problemu odnalazłaś właśnie tam swoje miejsce na ziemi. I pewnie są jakieś minusy, jak choćby cena wizyty u fryzjera o której wspominasz, ale w Twoich słowach nie brzmi to jak narzekanie tylko lekka niedogodność, którą i tak zakrywa reszta pozytywów, które spotykają Cię w Niemczech. Oby więcej tak pozytywnych wpisów.
    Aa i chyba mamy podobny gust co do perfum - Armani Si jest cudowny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje bardzo. Miło się czyta takie komentarze :) Fakt jest tutaj świetnie wiadomo brakuje mi trochę domu, ale poza tym jest bardzo pozytywnie. Niemcy są sympatyczni zwłaszcza w tej części kraju. A co do perfum Si są świetne to prawda. :)

      Usuń