piątek, 20 maja 2016

No cheat day-tłok w portfelu

Jak na razie leci 3 tydzień mojego wyzwania. Czy widzę już jakieś różnice? Na pewno. Czy ważę się regularnie? Nie. Waga dopiero na koniec mojego wyzwania. Nie chodzi o to ile ważę, a jaki efekt będzie moich ćwiczeń i diety. Dlatego przyrząd do ważenia, czyli waga idzie do lamusa.
Mój ten weeks challenge, to wiele wyrzeczeń. Jednak te wyrzeczenia są tylko małym krokiem do wymarzonej sylwetki. Zapytacie jakie są plusy tego całego wyzwania?

1. W portfelu tłok jak na promocji w Lidlu- w końcu wypady do kawiarni na lody już nie wchodzą w grę.
2. Coraz bliżej do idealnej figury w bikini-lato już blisko.
3. Lepsze samopoczucie, poprzez regularne ćwiczenia.
4. Trenuje silną wolę.
5. Zdrowszy tryb życia. 
6. Duża dawka energii. 
7. Poczucie samozadowolenia wzrasta.

Mogłabym pisać więcej plusów, ale nie o to chodzi. I rozwodzić się nad zaletami ćwiczeń. Zdrowej diety. Sami wiecie o tym, więc darujmy sobie te wstępniaki. O tym jak to fajnie jest.
 Skąd się wziął u mnie ten pomysł? Parę razy natknęłam się w internecie na właśnie tego typu akcje. I stwierdziłam, hej co ci szkodzi też spróbować? Jak się okazuje nic. Regularne ćwiczenia czyli 5 do 6 razy w tygodniu i odpowiednia dieta, to nie tylko wyzwanie względem idealnej sylwetki. To również mała lekcja samoorganizacji i zaparcia. No bo w końcu, trzeba co dziennie pilnować swoich postanowień. A druga sprawa odpowiednio zagospodarować swój czas by ćwiczyć plus znaleźć chwilę na inne rzeczy. Nie chodzi tylko o same wyrobienie mięśni, smukłej sylwetki. A też o nawyk zdrowego jedzenia. I regularnego. Nie chodzi o ekstremalną głodówkę po której efekt jojo jest wielki. Chodzi o racjonalne żywienie. I oczywiście o trzymanie się żelaznej zasady- Żadnych słodyczy. No cheat Day!  Takie dni nie istnieją. To złamanie silnej woli. Poza tym po prawie 8 latach przeprosiłam się z rolkami. Dziś nasz chwilowy romans przemienił się w przyjaźń na dłużej ;-).
Mam nadzieje, że was jakoś zachęciłam do dbania o formę. Najważniejsze to jest to by wierzyć w siebie. Nie musicie wyrzekać się tak jak ja wszystkiego co kusi. W końcu małymi krokami można też do tego dojść. Myślicie, że nie mam gorszych dni i chwil słabości? Oczywiście, że mam. Jednak mam też motywację. I samozaparcie. Postawiłam sobie cel. Idę do niego. Jeśli wy nie wierzycie w siebie, albo bark wam zaparcia- to ja jestem i wierzę w was! Także dupsko w troki i do dzieła! Moje panie i panowie. Nie ma na co czekać. Sukcesywnie i do dzieła! Czy pobiegacie, czy pójdziecie na spacer, basen cokolwiek. Wszystko się liczy. Nawet ograniczenie słodyczy.



P.S. Nawet mops zaczął fit lifestyle :) Bierzcie przykład z niego też !
Good luck! 
Całusy i do roboty! 



Przy okazji kochani zapraszam was na mój fanpage na facebooku:


A także kanał mojego mężna youtube i jego facebook (tak dodam, że być może niedługo pojawi się coś z moim udziałem):



Także dawajcie suby i śledźcie nas na bieżąco! 

Follow my blog with Bloglovin


4 komentarze:

  1. Świetny, motywujący wpis. Trzymam kciuki za kolejne tygodnie. Oby zapał i motywacja Cię nie opuściły :) Zdecydowanie zgadzam się z Tobą, że czasami warto zacząć od małych kroków niż rzucać się na głęboka wodę. W szczególności jeśli wiemy, że nasz zapał bywa słomiany ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje! Mam nadzieje, że wytrwam. Ale motywacja jest silna. No i wsparcie również. :) Czasami lepiej pomału niż szybko szybko.

      Usuń
  2. Piękna motywacja, trzymam kciuki żeby Ci się udało! Dla mnie jednak cheaty są niezbędne - to pomaga mi nie oszaleć i nie czuć się jakbym żyła z jednym wiecznym wyrzeczeniem. Życie mam jedno i nie chcę sobie odmawiać tego co lubię. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też prawda. Nie ma co sobie odmawiać czasami. Ja ostatnio słyszę, że robię się zasuszona i niezbyt uśmiechnięta. Ale mam motywacje, w której muszę wytrwać. :)

      Usuń