wtorek, 30 sierpnia 2016

Chwile umieszczone na zdjęciach

Ostatnio był Hanau i Frankfurt. A dziś będzie krótko. Bez żadnych opisów. Mam dla was małą sesję zdjęciową z Hanau. A dobyła się ona w jednym z parków koło zamku.
Z racji, iż ostatnio pogoda była bardzo udana, czytaj prawie 40 stopni. To dlatego zdecydowaliśmy się na zdjęcia w plenerze. W sumie to był dość spontaniczny pomysł. Jak zwykle zresztą. Co do samych zdjęć to niby nie ma w nich nic specjalnego. Jednak dla mnie są one jednymi z najlepszych zdjęć plenerowych. Są kompletnie naturalne i nie pozowane. Po prostu dobra zabawa i radość ze wspólnie spędzonego czasu. Innymi słowy chwile umieszczone na zdjęciu. Plus sam fakt, iż mój strój oddaje na totalny luz. Czyli weekend bez stresu. Czysty relaks i zabawa.
Zapraszam do oglądania!
 To jest jedno z moich ulubionych zdjęć. W sumie proste zdjęcie cieni dwóch osób, ale nie do końca. Bo te dwie zwykłe osoby łączy niezwykła historia

 A to jest mój nowy zwierzaczek. Rozkoszny prawda? 

Tego mi się udało uśpić :) 

 Na podziwianie widoków zawsze jest chwila czasu 

 To jest również mój faworyt, ze względu na świetne kolory. Lekko mrocznie i klimatycznie. Tak jak lubię :)

A tutaj artystyczny nieład. 

środa, 24 sierpnia 2016

Niedoceniony i urokliwy Hanau

Był Frankfurt, to nadszedł czas na Hanau. Kolejne miasto w Hesji. Jest zdecydowanie mniejsze  niż nasz Frankfurt. Jednakże bardziej malownicze. Spokojniejsze. Jeśli, ktoś z was lubi wycieczki po parkach lub stare budownictwo to idealny punkt wypadowy dla was.  Niestety jest niedoceniane przez sąsiedztwo z Frankfurtem. Co uważam za błąd. Wiadomo mając do wyboru Frankfurt a Hanau, nie trudno się domyślić co większość by wybrała. I właśnie przez to miasto dużo traci. Zamiast zyskiwać. A jest naprawdę cudowne. Mnie kojarzy się z moim miastem rodzinnym. Małe ale fajne. Plus nie czujesz tej presji wielkiego świata. Tylko wiedziesz spokojne życie. Wciąż blisko natury. A jednak w mieście. O tak. Takie właśnie jest Hanau. Swojskie. Tutaj nie macie problemu ze znalezieniem parkingu. Nawet za darmo! A spektakle w amfiteatrze na otwartej przestrzeni są naprawdę genialne. Nie dość, że bilety rozchodzą się jak ciepłe bułeczki. To jeszcze atmosfera! Idealne miasto na spacery rodzinne. Nadrabia, swoim urokiem.
Czy wspomniałam o koncertach Jezz w parku? Tak takie koncerty są co tydzień w miejskim parku. Za darmo. Także jeśli masz wolny czas to możesz pójść na kawę i posłuchać dobrej muzyki na świeżym powietrzu. W każdą niedzielę o 11.
Co do soboty to od godziny 8 do 14 na głównym placu mamy prawdziwy trag. Warzywa. Owoce. Wszystko co dusza zapragnie. I wszyściutko świeże prosto od rolników. Warto się wybrać, choćby z ciekawości. Czy też chęci kupienia świeżych jajek. :)
A jaki jest minus? Cóż jeśli idzie o stronę gastronomiczną i klubową. To wieje pustką. I dość wygórowanymi cenami. Niestety. A wszystko przez to, iż konkurencja jest znikoma. Drugi minus jest taki, że im dalej od centrum tym większy masz strach wyjść na rower po 19. Dlatego Hanau jak na małe miasto jest bardziej niebezpieczne, szczególnie dla dzieci i młodzieży. Również traci na uroku z racji wielkiego kompleksu ośrodka wychowawczego dla młodzieży. Odstraszające miejsce.
Jednakże z czystym sumieniem mogę polecić wam tam spacery. Nie pożałujecie!
Także jeśli ktoś będzie w pobliżu zapraszam i tam! :)
A oto i parę zdjęć!











wtorek, 23 sierpnia 2016

Frankfurt nad Menem

Frankfurt nad Menem, czyli nasz pierwszy punkt do zwiedzania w Hesji. W końcu jak już mamy z głowy cały ten cyrk z przeprowadzką to czas na relaks. Dlatego właśnie to nad Men do stolicy bankowości skierowaliśmy nasze cztery koła.
Pierwsze co nas zdziwiło, to fakt iż jest to miasto kontrastów. Obok luksusu i przepychu mamy pełno biedy. A wystarczy tylko zejść z głównej ulicy. Urzekające jest, to że będąc w centrum mamy okazję poczuć się jak guru finansów. A wszystko dzięki otaczającym nas na około drapaczom chmur. Czyli potocznie najróżniejszymi bankami. Z całego świata.  Pewnie nie bez powodu większość uważa to Niemieckie miasto za Europejski Manhattan.
Głównym celem wypadowym jest wieża Main Tower, czyli najwyższy budynek we Frankfurcie dostępny dla turystów. Na samej górze znajduje się również restauracja. Niestety bez wcześniejszej rezerwacji i przygotowania na kosmiczne ceny, nie ma co tam iść. Chyba, że tylko aby zobaczyć. Cena wjazdu na sam szczyt wynosi 6,50 Euro dla osoby dorosłej. Drugim ważnym punktem jest stare miasto. Czyli serce Frankfurtu. Zarazem skupisko wszelakich imprez i towarzyskich spotkań. Na każdym kroku możemy znaleźć jakąś kawiarenkę, restaurację bądź ciekawy butki. Jeśli idzie o ceny to są takie same jak wszędzie. Można i przepłacić i zaoszczędzić. Także warto mieć oczy szeroko otwarte, aby niczego nie pominąć.
Wiele razy słyszałam, że parkingi w centrum są drogie. Otóż, nie. Są tanie i to bardzo. W końcu 1,50 Euro za godzinę to nie jest wygórowana stawka i to biorąc pod uwagę, że parkingi są 5 minut od starego miasta.
Nocne życie, tętni od piątku do niedzieli. Z ciekawostek mogę powiedzieć, iż raz na jakiś czas Velvet Club organizuje Polską noc. Jeszcze nie byłam. Aczkolwiek wielu Niemców, tak wielu Niemców mówi, iż zabawa jest świetna. Polecam również małe knajpki. Tylko aby usiąść i pogadać przy kieliszku wina. Nie koniecznie przy głównej ulicy, a gdzieś na obrzeżach. Jest dużo taniej i sympatyczniej. A przede wszystkim spokojniej. Jeśli chcemy iść do bardziej renomowanej restauracji rezerwacja w weekend to konieczność. Bez tego, możemy stać w kolejce nawet ponad godzinę…
Jakie są minusy? Otóż bardzo duża przestępczość. W szczególności, koło dworca. Można rzec, iż jest to centrum burdelu. Dlatego na waszym miejscu unikałabym tych okolic jak ognia. Byliśmy świadkami jak w nocy 3 radiowozy jechały tam na zgłoszenie, gdyż grupa narkomanów zaczęła się bić. I nie są to tylko dorośli, ale również i dzieci.
Pomijając te wszystkie niebezpieczeństwa warto odwiedzić Frankfurt. Jest to piękne miasto. Ciekawe i pełne atrakcji. Szczególnie dla tych którzy lubią nocne życie!
Zapraszam do oglądania zdjęć!








poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Świat według zołzy

Dziś mam dla was coś bardziej luźnego. Z racji, że ostatnio długo mnie nie było ( relaksowe zwiedzanie Frankfurtu, Hanau puls parę innych rzeczy) to korzystałam z wolnego czasu. Ostatnio zabrałam się za czytanie dość ciekawej książki. "Świat według zołzy". Mogę ją śmiało polecić każdej dziewczynie/kobiecie. Tak w sekrecie to dzięki niej uwiodłam mojego męża. Nie no żart. Nie koniecznie, ale przy małych pomocach. Także jeśli nie odstrasza was lekka wulgarność i dość obcesowy styl to ta książka wam przypadnie do gustu. Plus ostatnio odkryłam w szafie ręcznie robioną torebkę. Zakupiona w Argentynie. Wykonana przez Indian. Bardzo ładna. I ożywiająca stylizacje. Czy wspominałam, że moim ulubionym zapachem jest Chanel N5? Otóż tak. Niektórym się podoba niektórym nie. Kwestia gustu.


Przy okazji tego, że moi rodzice przyjechali i przywieźli mi nowy numer "Be active", zaprzedałam duszę programowi do ćwiczeń "Bikini". No i jak będę w Polsce to wykorzystam karnet na siłkę. Zapytacie pewnie jak tam moja walka z kilogramami. A otóż zakończona sukcesem. Aktualnie jest etap rzeźbienia ciała.  Plus nabyłam uroczą piżamkę z moim ulubionym zwierzęciem. Mopsem. Cudo.


Dalej jestem w trakcie rozbudowy mojej bransoletki z Pandory. I szczerze, jeszcze trochę i będzie już zapełniona. I nadejdzie czas na kupno nowej. Bardzo podoba mi się, jak ma się więcej niż jedną na ręku. To wygląda genialnie. Plus jest tyle cudnych zawieszek. No i jak to bywa nie wszystkie pasują do każdego typu bransoletki. Ach my kobiety mamy zawsze problemy.

Poza tym chciałabym również podsumować swoje wrażenia po koncercie Rihanny. Było mega. Przednia zabawa. Prócz hitów z nowej płyty były również jej inne przeboje. Bardzo mi się podobało. I nie mogę się doczekać już kolejnego koncertu.




A na sam koniec mam dla was parę zdjęć z moim szczęściem. Całkiem duży facet się z niego już zrobił. Nim się obejrzę a przerośnie mnie. Nie no do tego to jeszcze trochę czasu. Aczkolwiek ten czas leci za szybko. Niedawno zaczęło się lato. A zaraz będzie jesień.



Całusy kochani i udanego końca wakacji i lata! :)

niedziela, 7 sierpnia 2016

Poród w Niemczech - czyli bez stresu.

Kochane jak wygląda Niemiecka służba zdrowia to każdy wie. A jak się tam rodzi? Zapraszam na krótki przewodnik po szpitalu.
Okay, zacznijmy od tego iż ja rodziłam w szpitalu w Erlenbach. Generalnie, szpital na leży do koncernu Helios Klinik. Jeśli idzie o inne rzeczy typu zabiegi chirurgiczne, to ma opinię jedziesz wszędzie byle nie tam. Ginekologia pierwsza klasa. Właśnie dlatego, plus fakt iż moja położna tam pracowała wybrałam ten oto szpital. Odział pomieści około 25 do 20 kobiet czyli nie dużo. Znajdują się tam 4 pokoje tak zwane rodzinne. Gdzie personel przygotowuje je dla ciebie i twojego partnera, który to może spędzić z tobą noc. lub dwie czy 3. Zależy jak długo chcesz. Opcja ta jest płatana 60 euro za dobę. Na oddziale możesz spędzić 12 dni. Oczywiście można wypisać się wcześniej. W ramach pobytu z dzieckiem masz zapewnione pampersy, opiekę 24 na dobę. Wyżywienie. Ręczniki, wszystkie badania. Kontrolę. Nauka karmienia. Pierwsze szczepienia. Plus konsultacje z położną każdego dnia. Porodówka liczy 3 sale. Salę zwykłą. Z wanną. I do cesarki. Zespół składa się z 12 położnych i 4 lekarzy. 2 lekarzy posiłkowych i 12 asystentów medycznych. Na dyżurze zawsze są 2 położne i jeden lekarz. Na oddziale znajdują się 4 pielęgniarki na zmianie dziennej i nocnej.
Ja rodziłam w sali z wanną. I byłam w szpitalu 3 doby wraz z mężem. Więcej nie chciałam. Poród mój trwał 15 minut. Pomijając fakt, iż parę rzeczy spartolili. To było okay. Pielęgniarki cały czas przychodziły i pomagały. Zaraz po porodzie nie wolno ci samej wstać i iść do łazienki bez opieki. Jedzenie mogłam sobie wybrać. W zależności czy jestem wege, czy też nie. Plusem jest również to, że przed całą akcją możesz zwiedzić cały oddział. I poznać personel. Wszyscy są bardzo mili. I mają za zadanie ci pomóc. Kolorowo? Jasne. Aczkolwiek parę faktów mnie wkurzało. Pierwsze musisz karmić naturalnie. Tylko. Nawet jak nie masz pokarmu. Ale okay. Zero smoczka. Dziecko ma spać z tobą. Dobrze, nie jestem zwolennikiem niczego z tych rzeczy. Więc to była dla mnie tortura. Z deksza.
Co zabrałam ze sobą do szpitala? Otóż moje ulubione płyty, gdyż na porodówce można było słuchać swojej muzyki. Jest również opcja z dowozem pizzy. Nie żartuje. Wiele kobiet tak robi. Wracając do tematu. Zabrałam parę książek, by się zrelaksować. Ubrania. Dla siebie i grzyba. I takie tam inne pierdołki. Nie brałam koszuli nocnej. Jak wszyscy. Dlaczego? A otóż, że po pierwsze  nikt tam nie chodził w szlafroku ani piżamie tylko w dresach. Drugie nie kręcą mnie koszule. Również nie brałam stanika do karmienia. Żyndach wkładek. Gaci. Wszystko gwarantował mi szpital. I to nic używanego a wszystko nowe. Że tak powiem w cenie pobytu hulaj dusza. Na wyjście dostajesz zestaw kosmetyków. Broszurek i innych gadżetów. Większość nie przydała mi się. Jednak miły gest. Wychodząc ze szpitala tradycja jest danie zespołowi, który się tobą zajmował jakiś drobny napiwek. Lub czekoladki z kawą. Kwiaty. Cokolwiek. Dobę po porodzie przychodzi fotograf, który robi zdjęcie dziecku. Możesz zamówić pakiet. Lub wziąć pojedyncze zdjęcie.
Co ważne, badania słuchu dosłownie każde najdrobniejsze badanie masz w cenie! Pobytu. Czyli nic nie musisz robić prywatnie, ani później. Dziecko jest sprawdzane od stóp do głów. W razie komplikacji w ciągu 15 minut jest transportowane helikopterem do Frankfurtu.
Niestety klinka ta przyjmuje porody tylko po 36 tygodniu. Wcześniej nie ma co tam jechać. Papiery i rejestrację można załatwić szybciej. Czyli od 35 tygodnia. Aby nic nie robić w dniu porodu. I najważniejsze w 100% jesteś cały czas kontrolowana. Każdy najmniejszy detal. Od krwi po ząb. W końcu bezpieczeństwo naj!
Czy polecam rodzenie w Niemczech. Tak. Zdecydowanie. Aczkolwiek wiadomo, że wszystko zależy do twojego nastawienia.
P.S. Zwrotów nie przyjmują ;)







     

piątek, 5 sierpnia 2016

Dekalog absurdów- czyli jak nie dać się pieluszkowemu zapaleniu mózgu

Wiele z was zastanawia się jak to już jest kiedy ma się dziecko. Raz lepiej raz gorzej. Zwłaszcza na początku. Później przychodzi już prosta, w której to wiesz co, gdzie i jak. Czyli masz już wprawę we wszystkim. Mniej więcej ten okres zaczyna się po 6 tygodniu. Wtedy wracasz do normy. I równowagi. Jednak większość osób myśli sobie, "e dziecko to czas zabiera i nic nie dasz rady zrobić". "Musisz siedzieć tylko z dzieckiem, żadnych wyjść, imprez nic". Kurcze wszystko to brzmi jak więzienie. Tak to jest więzienie, dla tych nie zorganizowanych. Bo halo, nie każdy jest jak ta pesymistka, której nie udaje się znaleźć lub nie udało czasu dla siebie. A teraz czas na małe spod punktowanie tego zjawiska.
1. Mam czas by iść na studia- kurczę, jak to zrobić przy małym dziecku? Otóż drogie panie. Da się. Po pierwsze jeśli masz dziecko odpowiednio ustawione, to nie dość że masz czas na naukę. To ba masz czas na studia. Jeśli nie chcesz oddawać dziecka do żłobka są zaoczne studia. A jeśli mówisz, że tych dwóch rzeczy nie da się pogodzić. To coś źle robisz. Bo halo, jeśli twoje dziecko: śpi, bawi się samo albo jest w żłobku. To ty masz wolny czas. I to nie po to by leżeć i bimbać. Bo jesteś wielce zmęczona a dawać gazu i robić swoje. Wyśpisz się na emeryturze.
2. Jak wyjść do kina, na imprezę albo na koncert?- są dwie możliwości. Niania. Lub dziadkowie. I tym sposobem masz czas na rozrywki. Oczywiście możesz pójść sama i zostawić dziecko z ojcem. W końcu każdej z nas należy się relaks solo. A zrelaksowana i szczęśliwa ty równa się szczęśliwe dziecko i życie. Od razu mija cała frustracja. I ta niechęć do życia.
3. Jestem matką, to nie mam czasu by o siebie zadbać…- drogie panie, a czy bycie matką oznacza niezbadana fleja? Nie. Chcesz, żeby dziecko potem mówiło a moja mama to mówi, że nie musi ładnie wyglądać bo jest mamą. Jasne róbcie tak jeśli nie chcecie mieć już życia erotycznego. I porządnego wyglądu. Pewnie. W końcu odrost albo brzydkie paznokcie są takie sexy. NIE!!!! To, że masz dziecko nie znaczy, że masz wyglądać jak lump. Masz dbać o siebie. Być piękna. W końcu macierzyństwo rozwija. I dodaje skrzydeł. A tylko ty sama możesz je sobie obciąć. Przez swoje zaniedbanie.
4. Tego mi nie wypada- fakt nie wypada ci będąc matką świecić gołą pupą w internecie. Ale reszta, halo możesz wszytko w końcu jesteś człowiekiem a nie ideałem. Nikt nie jest doskonały.
5. Nie mogę sobie nic kupić, bo dziecko najważniejsze-jasne dziecko jest najważniejsze. Jednak przy dobrych finansach i rozplanowaniu. Nawet ty możesz sobie pozwolić na nowe ubrania. I kosmetyki. Kwestia dobrej gospodarki.
6. Gadam tylko o dzieciach- jeśli masz "pieluszkowe zapalenie mózgu" to tak gadasz tylko o dzieciach. Jednak pamiętaj dziecko to nie jedyny temat w twoim życiu. Masz jeszcze męża lub faceta, który też chce pogadać o czymś innym. Masz pracę, naukę, a nawet wczorajszy film w TV. Innymi słowy nie musisz nikogo zanudzać tylko dzieckiem. Są też inne tematy do rozmów.
7. Mam dziecko, to nie ma życia seksualnego bo nie wypada- jeśli chcesz skończyć w zakonie, albo jesteś emerytką to okay. A jeśli nie. To najgorsza wymówka. Na świecie. W końcu przyjemności też ci się należą! Oczywiście pamiętaj by z jednego dziecka nie wpaść w drugie. Bo to już może być problem. Chyba, że chcesz.
8. Mam jedno dziecko, ale nie chce już drugiego- jeśli nie chcesz to nie. To znaczy, że nie jesteś na to gotowa. Lub po prostu nie chcesz. Tak więc niech reszta otoczenia zaakceptuje twoją decyzję ( rodzinna). W końcu nie musisz mieć dwójki dzieci to nie jest przymus. To ma być z głową a nie bez. Nie każdy jest fanem rodziny 2+2. Może tobie wystarcza model 2+1. I tego się trzymaj. A inni niech za ciebie rodzą sobie drugie dziecko.
9. Wpadki chodzą po ludziach- tak jeśli naczytałaś się w internecie, że jak karmisz naturalnie to nie zajdziesz. To śmiało zapisz się do jakiegoś forum. Owszem zajdziesz i to za daleko. Dlatego istnieją lekarze. Antykoncepcja. Lub chociażby przez jakiś czas odpuść sobie co nie co.
10. Czy jestem złą matką bo chce nadal żyć swoim życiem?- złą matką jesteś wtedy kiedy masz dziecko w dupie. A to czy chcesz nadal mieć swoje życie to jest normalne. Bo w końcu kto normalny chciałby tylko siedzieć i zajmować się dzieckiem? Nikt. Żyj! Jesteś młoda, piękna i pełna energii. To zostaw dziecko z ojcem, z dziadkami czy nawet z nianią i idź, że na te zakupy. Przysługuje ci to jak psu zupa!
Drogie panie jeśli myślicie, że coś nie idzie zrobić.
Że nie dacie rady.
Albo, że kilogramów po ciąży nie idzie zgubić.

To pamiętajcie wszystko zależy od was. Dziecko nie zabiera wam życia. Wy same je sobie zabieracie. Budując tą głupią otoczkę tylko dziecko teraz nic więcej. Guzik prawda. Jak chcecie to róbcie tak.
Ale pamiętajcie to wasz wybór więc nie narzekajcie.
I nie gadajcie innym. Bo to, że wam nie wyszło nie znaczy iż komuś innemu też nie wyjdzie.
A te panie, które się nie dadzą- to piątka dla was! 
Tak trzymać!! 

Buziak dla was!





    

środa, 3 sierpnia 2016

Plener, słońce i zdjęcia. W końcu w raju!

Kochani jak zapewne wiecie przeprowadzki dają ostro w kość. Niestety nie zrobiłam jeszcze zdjęć mieszkania. Szczerze na razie mi się nie chce. Ale nie ważne. Teraz przeprowadziliśmy się w jeszcze bardziej malownicze tereny. Innymi słowy wiejska sielanka. 3 tysiące mieszkańców, ale za to 15 minut do Frankfurtu nad Menem. Czego chcieć więcej? Pogoda piękna i słoneczna. Tak więc my postanowiliśmy wypróbować tutejsze plenery. No i tym sposobem udaliśmy się na pola. W końcu 35 stopni i iście malownicze krajobrazy, aż proszą się o nowe zdjęcia. Urwijcie mi głowę za to, że nie chce mi się robić zdjęć mieszkania. Po prostu mam jak na razie dość sprzątania. A co za tym idzie fotografowania tego. Tak. Nie ma to jak czarne meble, które wymagają co dwa dni pielęgnacji. Plus odkurzanie. Także jako tako znaleźliśmy wenę na te plenerowe zdjęcia. W między czasie był koncert Rihanny. O tym w innym poście, aczkolwiek było ( przepraszam za wyrażenie ) zajebiście!!!
Dobrze wracając do zdjęć. Wyszliśmy na spacer z młodym. I natrafiliśmy na cudnie wyglądające pola. Blisko sławetnych na całe Niemcy wiatraków. I tak oto natchnieni popstrykaliśmy parę zdjęć. Jak wiecie, jako perfekcjoniści zrobiliśmy z 50 jak nie 100 zdjęć na jednym poczekaniu. Nie obyło się bez narzekania, a to nie pasuje. Itp. Tak więc, po ciężkiej walce wybraliśmy te najlepsze. Nie było łatwo. Szczególnie, że ciężko jest nam dogodzić co do estetyki zdjęć. I tego, które faktycznie jest idealne. Ale co tam. Jakoś się udało. Rok temu o tej porze nie zbyt byłam chętna na zdjęcia, albo sesję. Z wiadomych powodów. A teraz odkąd faktycznie po porodzie zaczęłam naprawdę dbać o siebie i swoją linie. Czy wspominałam, że aktualnie już tylko 4-5 kg dzieli mnie od wagi z przed ciąży. Aczkolwiek zastanawiam się czy aby nie poprzestać na gubieniu a czas wziąć się za rzeźbienie. Jestem na etapie mojej wewnętrznej walki. Dobra drogie panie i nie tylko. Jak zawsze mówię chcieć to znaczy móc, czyli dupa w troki i walczcie o swoje! Także pozdrawiam was słonecznie. I miłych wakacji. Ja moje będę miała dopiero we wrześniu. Na razie nie powiem nic więcej.
Także zapraszam do podziwiania zdjęć! I koniecznie dajcie znać jak wam się podobają.
Całusy!